|
Zatrzymać świat i zmienić go
Rozmowa z działaczkami
międzynarodowej sieci Global Women’s Strike
Katarzyna Gawlicz,
Marcin Starnawski
27 listopada 2005
Recykling Idei nr
7 (jesień 2005)
Poniżej zamieszczamy wywiad, który w
skróconej wersji publikujemy w
najnowszym numerze papierowego wydania Recyklingu Idei. Jednocześnie
zapraszamy do lektury całego numeru — red.
Katarzyna Gawlicz, Marcin Starnawski: Zacznijmy od idei Global Women’s
Strike oraz tego, o co walczycie. Jak to się wszystko zaczęło?
Nina Lopez: Global Women’s Strike [Globalny Strajk Kobiet] powstał w
Irlandii, gdzie grupa kobiet, z którymi współpracowałyśmy, z okazji „nowego
tysiąclecia” postanowiła ogłosić strajk generalny kobiet i poprosiła nas o
wsparcie tej ogólnokrajowej akcji. Powiedziałyśmy: Dobrze, zrobimy z tego
strajk międzynarodowy. Taki był początek Globalnego Strajku Kobiet, który
potem stał się dużą siecią międzynarodową.
Claire Glasman: W centrum naszego zainteresowania od początku znajdowały się
konkretne materialne żądania kobiet. Wszak to kobiety wykonują dwie trzecie
pracy na świecie, otrzymując za to pięć procent wynagrodzenia i posiadając
jeden procent własności. A jednak ich praca, umożliwiająca przetrwanie, nie
jest uznawana za pracę. Nasze postulaty wychodziły od potrzeb kobiet w
krajach globalnego Południa, jak dostęp do czystej wody, bezpieczeństwo
żywnościowe, podstawowa opieka zdrowotna, umiejętność czytania i pisania,
wolność przemieszczania się, prawo do azylu z powodu gwałtu i innych tortur
czy likwidacja tak zwanego zadłużenia Trzeciego Świata, które uderza
najmocniej w kobiety. Ale akcja Gobal Women’s Strike w 2000 roku i sieć,
która od tego czasu staje się coraz mocniejsza, mają swoje źródła w
trzydziestoletniej praktyce działań Międzynarodowej Kampanii na Rzecz
Wynagrodzenia za Pracę Domową, zwłaszcza w dekadzie kobiet ONZ w latach
1975-85; w praktyce wyrażania i rozpowszechniania podstawowego żądania: aby
nieodpłatna praca kobiet została uznana za pracę, policzona i opłacona.
Wywodzimy się z tradycji Marksowskiej; wiemy, że kobiety wytwarzają wartość
dodatkową i dlatego maja prawo do zasobów niezbędnych dla przetrwania, ale
również do tych wszystkich rzeczy, których ludzie potrzebują, by rozwijać
się i mieć dobre życie. Z tego powodu w czasie Dekady dla Kobiet ogłoszonej
przez ONZ lobbowałyśmy na każdej konferencji międzynarodowej;
rozprowadziłyśmy też petycję „Kobiety się liczą — policzmy wartość pracy
kobiet”. W 1985 roku pojechałyśmy na konferencję do Nairobi, w Kenii, gdzie
okazało się, że petycja ta była bardzo popularna wśród obecnych tam kobiet,
zwłaszcza tych z Afryki. Ale nasze żądanie nie znajdowało się wśród
postulatów na ogół podnoszonych przez inne organizacje kobiece.
Część organizacji kobiecych koncentrowała się na programie obejmującym takie
zagadnienia, jak prawo do aborcji i dostęp kobiet do rynku pracy. Jednak
kwestie te — jak nam się wydawało — nie przemawiały do większości kobiet.
Większość kobiet na świecie pracuje bez wynagrodzenia, i chociaż jest ważne,
aby kobiety mogły decydować o tym, czy chcą mieć dzieci czy nie, wiele
kobiet pozbawionych jest środków niezbędnych do tego, by mieć dzieci,
których pragną lub by zapewnić swym dzieciom przetrwanie. Tak więc, jeśli
chcemy podejmować inicjatywy na rzecz aborcji, trzeba też zapewnić kobietom
prawo do tego, by mogły mieć dzieci, których chcą, oraz środki na ich
wychowanie, a także na nakarmienie wszystkich dzieci na świecie.
Program opierający się na kwestiach aborcji i zatrudnienia wpisuje się
dobrze w kapitalistyczny model, w którym praca w domu czy w domowych
gospodarstwach rolnych nie są uznawane za zajęcie produktywne, tym zaś, co
dla kobiet oznacza bycie produktywną, jest bycie wyzyskiwaną w wynagradzanej
pracy najemnej oraz posiadanie małej liczby dzieci. Global Women’s Strike
przeciwstawia się tego rodzaju programowi, który zorientowany jest na
zmuszanie nas, kobiet, do bycia jeszcze bardziej produktywnymi, niż już
jesteśmy, co nam i naszym rodzinom przynosi niewielką korzyść. Nasza
perspektywa jest również antyrasistowska, ponieważ wychodzi od kobiet
kolorowych, które stanowią większość niewynagradzanych pracowników na
świecie, a jeśli już otrzymują wynagrodzenie, to jest ono najniższe na
świecie.
Nina: Równość płac jest również jednym z żądań Global Women’s Strike.
Oznacza ona takie samo wynagrodzenie za pracę o tej samej wartości, a nie
tylko za taką samą pracę. Większość kobiet nie wykonuje tej samej pracy, co
mężczyźni; wykonujemy więcej pracy opiekuńczej, troszcząc się o ludzi
starszych, dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych. Z tego względu
trzeba porównywać potrzebne umiejętności, a nie to, czy ktoś wykonuje
dokładnie taką samą pracę. Chcemy równości płac na całym świecie, a nie
tylko w jednym kraju. Brałyśmy właśnie udział w Marszu Miliona Pracowników,
który odbył się w tych dniach w Stanach Zjednoczonych. Na ten marsz
zorganizowałyśmy grupę „niewidzialnych” pracowników. Jednym z ich żądań jest
globalna równość płac, tak aby kapitał nie mógł przenosić się z jednego
kraju do drugiego ze względu na niższe, bardziej wyzyskujące stawki za pracę
w fabrykach. Teraz właściciele chcą przenosić się do Haiti, bo dolar za
dzień pracy to dla nich bardzo mało, mogą więc produkować tam, co tylko chcą.
Podobnie w Chinach. Gdyby wszyscy otrzymywali takie samo wynagrodzenie,
właściciele nie byliby w stanie tego robić.
Czy Global Women’s Strike zajmuje jakieś określone stanowisko w kwestii
praw reprodukcyjnych? W Polsce ruch feministyczny w dużym stopniu
koncentruje się na nich...
Maggie Ronayne: W Irlandii jest podobna sytuacja, gdyż tam kobiety
również nie mają prawa do aborcji. Muszą wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii i
oczywiście w najgorszej sytuacji są kobiety biedne, które nie mogą sobie na
to pozwolić, pojawia się więc podziemie aborcyjne i tak dalej. Ruch
feministyczny w Irlandii oraz zdominowana przez mężczyzn lewica nie mają
problemu z koncentrowaniem się na aborcji jako podstawowej kwestii kobiecej.
A my zawsze mówimy: prawo do aborcji — dobrze, ale chcemy mieć również prawo
do tego, by mieć dzieci, które rodzić chcemy. Jednak feministki
zainteresowane aborcją nie pojawiają się nigdy, gdy domagamy się opieki
socjalnej i innych świadczeń, do których mamy prawo ze względu na całą pracę,
którą wykonujemy.
Claire: Poza tym część feministek opowiadających się za aborcją
atakuje osoby niepełnosprawne. Selma James mówiła o tym, jak ważne jest,
żeby różne grupy kobiet miały autonomię potrzebną do wypowiadania się na
temat dyskryminacji, jakiej doświadczają. Jako kobiety niepełnosprawne,
stanowiąc część Global Women’s Strike, działamy przeciwko dyskryminacji osób
niepełnosprawnych. Tymczasem jeden z argumentów, którego chętnie używają
feministki opowiadające się za aborcją, dotyczy kosztów ponoszonych przez
szpitale, w których rodzą się niepełnosprawne dzieci: gdy rodzi się dziecko
z rozszczepem kręgosłupa, kosztuje to tyle i tyle tysięcy funtów — co jest
atakiem na osoby niepełnosprawne jako rzekome obciążenie dla społeczeństwa.
Maggie: Żądanie aborcji bywało wykorzystywane do tego, by podzielić
kobiety. W Irlandii — która, podobnie jak Polska, ma dużą populację
katolików — w Global Women’s Strike są metodystyki, katoliczki, mamy też
kontakty z muzułmankami, kobietami z Iraku; ja sama nie wyznaję żadnej
religii. Nie chcemy być podzielone ze względu na religię lub zróżnicowane
żądania; nie chcemy w ten sposób walczyć ze sobą. Tym, co nas łączy, jest
cała niewynagradzana praca, którą wykonują kobiety. Zawsze, od samego
początku istnienia Global Women’s Strike, a wcześniej Międzynarodowej
Kampanii na Rzecz Wynagrodzenia za Pracę Domową, interesowałyśmy się
szczególnie budżetem wojskowym. Co roku na całym świecie wydaje się na
wojsko ok. bilion dolarów, z czego połowa to wojskowy budżet Stanów
Zjednoczonych. Jednocześnie nie wystarcza pieniędzy na zaspokojenie naszych
potrzeb. A my mówimy, że chcemy, aby pieniądze te trafiły przede wszystkim
do kobiet, bo gdy trafią do kobiet, to trafią też do społeczności, do rodzin.
Anna T: Jeszcze coś odnośnie praw reprodukcyjnych. Jedną z rzeczy,
które wywalczyły kobiety w Ugandzie, było prawo do bezpłatnego leczenia
szpitalnego. Ze względu na zasadę „podziału kosztów” kobiety nie mogły
korzystać ze szpitala, gdy potrzebowały tego, będąc w ciąży. Trzeba było za
to płacić. Kobiety poszły do polityków i powiedziały: „Zobaczcie, stanowimy
część międzynarodowego ruchu; to co się dzieje, to skandal, powinniście
przestać pobierać opłaty od kobiet”. I wygrały to. Inną sprawą, którą często
zajmujemy się wraz z osobami z naszej sieci, jest mierzenie się z
brutalnością szpitali i sposobem, w jaki ludzie traktowani są przez system
opieki zdrowotnej. Próbujemy też umożliwić kobietom w naszej sieci dostęp do
alternatywnych metod leczenia i rozpowszechniać informacje o nich.
Nina: Właściwie od samego początku w ruchu kobiecym widoczny był
rozłam między kobietami, które naprawdę chciały poprawić sytuację wszystkich
kobiet, a kobietami, które chciały poprawić swoją własną sytuację. I całkiem
sporo z kobiet, które chciały poprawić swoją własną sytuację, z całą
pewnością zrobiło to: są teraz parlamentarzystkami, dyrektorkami,
przewodniczącymi związków zawodowych... I jednocześnie są tymi osobami,
które zwykle nie chcą dyskutować o kwestiach dotyczących ekonomii, nie chcą
dyskutować o tym, co dzieje się z kobietami „na dole”, nie chcą, aby zwykłe
kobiety miały głos. Część z nich bardzo przejmuje się prawami
reprodukcyjnymi, bo uważają, że kobiety powinny być w rzeczywistości takie,
jak mężczyźni. Myślą, że kobiety powinny wykonywać wszystkie prace, które
wykonują mężczyźni, i że to właśnie się liczy. Chcą też równego
wynagrodzenia, ponieważ nie chcą zarabiać mniej niż mężczyźni, ale nie chcą
docenić pracy opiekuńczej. Również ich perspektywa polityczna nie różni się
od tej, którą mają mężczyźni posiadający władzę. Po prostu chcą mieć swój
udział w tej władzy. Nie chcą poprowadzić społeczeństwa i gospodarki w innym
kierunku; nie chcą opiekuńczej gospodarki. Są zadowolone z tego, że rynek
rządzi; po prostu chcą w nim być. A my nie chcemy, żeby rządził rynek.
Uważamy, że kobiety są podstawowym motorem działań przeciwko rynkowi,
ponieważ wszędzie to przede wszystkim kobiety są opiekunkami i dlatego w
większym stopniu potrafią na pierwszym miejscu stawiać swoje społeczności i
rodziny. Jeśli troszczysz się o każde swoje dziecko i spędzasz 20-25-30 lat
życia, martwiąc się o nie, nigdy nie przestajesz być matką. Dzieci dorastają,
a ty nigdy nie pozbywasz się w stosunku do nich takich uczuć, jakie miałaś
wtedy, gdy miały rok, dwa czy trzy. Zawsze tak samo zabiegasz o ich dobro.
Kobiety w ogóle troszczą się o dobro innych; wykonujemy pracę, która ma na
celu dobro innych i nie chcemy przestać jej wykonywać — chcemy tylko nie być
jedynymi, które ją wykonują; chcemy, aby wykonywali ją także mężczyźni oraz
aby całe społeczeństwo uczyniło z niej priorytet.
Ale wiele kobiet, które nazywają się feministkami i zajmują się rozwijaniem
swojej kariery, nie interesuje się całą tą pracą, którą wykonują kobiety!
Nie uważają pracy opiekuńczej za ważną. A my uważamy, że praca opiekuńcza
jest najważniejszą rzeczą dla społeczeństwa troszczącego się o zaspokajanie
potrzeb ludzi. Co innego się liczy? To, co naprawdę ma znaczenie, to związki
między ludźmi oraz związek między ludźmi i środowiskiem naturalnym. Nic
innego nie ma. A cały ten szał związany z rynkiem? Rynek obecnie rządzi
światem. I w istocie jednym z powodów, dla których tak bardzo interesujemy
się Wenezuelą jest to, że dokonuje się tam teraz rewolucja, a jedną ze spraw,
o których mówi prezydent Chávez jest to, że rynek rządzi światem i jest na
drodze do zniszczenia świata — chyba że obejmiemy kontrolę nad rynkiem. Ta
zależność musi się zmienić. Tymczasem wiele z tych kobiet, które chcą być
takie, jak mężczyźni mający władzę, jest zadowolonych z tego, że rządzi
rynek. Uważają, że nie można tego procesu zatrzymać i dlatego trzeba się w
niego włączyć. Ale my uważamy, że trzeba go zatrzymać, bo w przeciwnym razie
wszyscy zginiemy.
Jedno z waszych haseł to właśnie „Zatrzymać świat i zmienić go”. Jak to
rozumiecie?
Maggie: Hasło „Zatrzymać świat i zmienić go” odnosi się w istocie do
faktu, że — jak mówi kobieta ze związku zawodowego pracownic domowych z
Peru, należąca do naszej sieci — „strajk jest dla robotników, a kobiety są
robotnikami świata”, mającymi najcięższą pracę, bo wykonujemy jej większość.
Chodzi po prostu o to, żeby „zatrzymać” świat 8 marca, nawet jeśli niektóre
kobiety mogą przerwać pracę tylko na 10 lub 20 minut; inne mogą zrobić to na
cały dzień — taki kobiecy strajk byłby sposobem na zainicjowanie
przeobrażenia świata. Może się to dokonać także dzięki temu, że kobiety
spotykają się razem, przekraczając wszelkie dzielące nas bariery, zwłaszcza
te pomiędzy kobietami z krajów uprzemysłowionych a kobietami z globalnego
Południa. Wysuwane żądania opierają się na postulatach zwykłych kobiet z
Południa, a nie kobiet mających płatną pracę w krajach uprzemysłowionych.
Nina: Nie chciałabym, żebyście nabrali przekonania, że jesteśmy
przeciwko kobietom mającym płatną pracę. Nie jesteśmy przeciwko nim.
Interesuje nas zebranie razem osób, które mają płatną pracę i tych, które
jej nie mają. Ale trzeba uświadomić sobie, że większość ludzi na świecie nie
ma płatnej pracy — a jest to coś, o czym prawie nigdy się nie mówi.
Większość ludzi nie chodzi do pracy; sprzedają coś na ulicy, uprawiają
trochę zboża, robią czasem to, a czasem tamto — i w ten sposób żyje
większość świata. To tylko my, w krajach uprzemysłowionych, mamy bardzo
skrzywiony obraz tego, co dzieje się gdzie indziej. Nie uświadamiamy sobie
też tego, jak olbrzymia ilość nieodpłatnej pracy wykonywana jest w krajach
uprzemysłowionych.
Maggie: Gdy wracamy do domu z płatnej pracy, my, jako kobiety, wciąż
jeszcze mamy do zrobienia całą pracę, za którą nie pobieramy wynagrodzenia —
tak zwany drugi etat.
Nina: Również przed wyjściem z domu. Ludzie wstają o 5-6 rano, żeby
obudzić dzieci i przygotować je do wyjścia do przedszkola czy szkoły i
zrobić wszystko, co trzeba...
Sara Walker: W krajach Południa (w Trzecim Świecie), np. w Afryce czy
Indiach, kobiety rodzą i wychowują — dokładnie tak, jak kobiety tutaj —
wszystkich pracowników. Jednak interwencje rządów państw zachodnich i
reprezentowanych przez nie korporacji ponadnarodowych, a także tak zwany
dług Trzeciego Świata (który w istocie jest złodziejstwem), wojny i handel
bronią doprowadziły do olbrzymich zniszczeń — tak więc dzieci wychowywane
przez kobiety do dorosłości są zmuszone do opuszczenia swojego kraju.
Przyjeżdżają jako imigranci do Europy czy Stanów Zjednoczonych. Poprzez
swoją pracę mają wkład w gospodarkę, zarabiając zwykle najniższe stawki lub
będąc tak zwanymi nielegalnymi pracownikami, zaś kobiety, które ich
wychowały, zrobiły to bez dostępu do bieżącej wody, bez dochodów, bez
odpowiedniego pożywienia. Tak więc związek pomiędzy osobami pracującym za
wynagrodzenie i bez wynagrodzenia musi wydobyć na światło dzienne wkład
kobiet, ponieważ nigdy nie zwracają na niego uwagi ani związki zawodowe, ani
ruchy pracownicze; praktycznie nikt. To jest nasz cel: pokazać całą
niewynagradzaną pracę, którą wykonują kobiety, zaczynając od kobiet na
Południu, które pracują ciężej niż ktokolwiek inny.
W jaki sposób działacie?
Sara: Działania Global Women’s Strike mają miejsce w ponad 60 krajach.
11 krajów, z którymi współpracujemy od dawna, stanowi trzon: Uganda, Indie,
Peru, Gujana, Argentyna, Wenezuela, Trynidad, Stany Zjednoczone, Kanada oraz
Irlandia i Hiszpania. Gdy zainicjowałyśmy ideę strajku globalnego, z
największym odzewem spotkałyśmy się wśród kobiet w Afryce, Ameryce
Łacińskiej i ogólnie w Trzecim Świecie; odzew był po prostu ogromny. Kobiety
natychmiast dostrzegły, do czego może przydać im się działanie w ramach
takiej sieci oraz jakie działania mogą podjąć, aby zwrócić uwagę na swoją
sytuację. Na przykład w Ugandzie kobiety wykorzystały naszą sieć do zdobycia
dostępu do bezpłatnej opieki zdrowotnej, a ostatnio także do wody. W
ubiegłym roku zmusiły rząd do wywiercenia studni znacznie bliżej ich miejsc
zamieszkania, co zmniejsza ilość czasu, który spędzają na chodzeniu po
czystą wodę. Co roku w Indiach społeczności Dalit (niedotykalnych) oraz
kobiety pochodzące z różnych plemion organizują się na obszarze paru wsi,
podobnie jak miało to miejsce w Ugandzie. Kobiety namawiają mężczyzn do
przygotowania jedzenia na cały dzień, a potem w pięć tysięcy osób idą do
lokalnych władz. Domagają się zniesienia pracy niewolniczej, opłat
posagowych, zadłużenia Trzeciego Świata. Domagają się usług i świadczeń
socjalnych dla każdego, kto jest w potrzebie, w szczególności wdów i osób
niepełnosprawnych. W Peru organizują się kobiety z rdzennych grup etnicznych
oraz pracownice domowe. Wiele z nich to kobiety z obszarów wiejskich, żyjące
w najbiedniejszych częściach kraju. Kobiety pracujące jako pomoc domowa
często pochodzą z obszarów wiejskich, ale musiały przenieść się do miasta.
Są najbiedniejsze i zarabiają najmniej ze wszystkich, lecz podejmują
działania wspólnie z kobietami z całego świata.
Nina: Myślę, że ważną kwestią dotyczącą Global Women’s Strike jest
to, że stwarza on międzynarodową platformę dla szeregu oddolnych organizacji
i sieci, oraz że każdy działając lokalnie może wykorzystać siłę sieci
międzynarodowej aby wywierać nacisk na realizację rozmaitych postulatów. Na
przykład w 2004 roku włączyły się kobiety w Boliwii, organizując strajk
głodowy. Cieszyły się, że mogą dołączyć do Global Women’s Strike, ponieważ
miały przekonanie, że nie będą już dłużej osamotnione. Ja sama, pochodząc z
Argentyny, wiem, że jeśli jest się w Trzecim Świecie, a nie w Europie czy
Stanach Zjednoczonych, czuje się, że znajduje się gdzieś na peryferiach.
Ośrodki władzy nie mieszczą się tam, gdzie ty się znajdujesz, a ty masz
poczucie, że jesteś daleko od centrum i nikt nie wie, co się z tobą dzieje,
nikt o to nie dba. Jeśli więc możesz być częścią międzynarodowej inicjatywy,
dzięki której ty i twoje działania stajecie się widoczne, dodaje to
wszystkiemu, co robisz, ogromnej siły. I ludzie naprawdę bardzo chcą być
razem na poziomie międzynarodowym.
Kobiety w Boliwii mają na swoim koncie bardzo wiele sukcesów. Przyczyniły
się do obalenia prezydenta, usuniętego dzięki ogromnej społecznej
mobilizacji, która rozpoczęła się przede wszystkim od kobiet — kobiet z
rdzennych grup etnicznych oraz innych kobiet działających oddolnie. Zaczęło
się od kwestii prywatyzacji wody, którą kobiety zdołały zablokować (a
zarządzająca wodą firma Bechtel ze Stanów Zjednoczonych musiała opuścić kraj),
a następnie preferencyjnej sprzedaży gazu ziemnego Stanom Zjednoczonym w
sytuacji, gdy Boliwijczycy nie dostawali nic. Kobiety były tam w stanie
przeciwstawić się również temu.
Sara: Kobiety w Kamerunie wykorzystały Panafrykański Dzień Kobiet,
aby zorganizować marsz wsparcia dla kobiet w Wenezueli — i jest to kolejna z
naszych metod działania. Zawsze szukamy sposobów na to, jak wspierać siebie
nawzajem. Członkinie Global Women’s Strike wyjeżdżały do Wenezueli, aby tam
wspierać kobiety, a potem przywozić z powrotem wiedzę, która może pomóc nam
tutaj. Kobiety na Karaibach organizują marsze poparcia dla kobiet i
oddolnych działaczy i działaczek na Haiti, przeciwstawiających się
amerykańsko-francuskiemu przewrotowi i protestujących przeciwko usunięciu
wyłonionego w wyborach rządu.
Patrzymy więc, w jaki sposób możemy działać ponad podziałami i wspierać się
nawzajem przez cały rok, nie tylko 8 marca. To naprawdę nas wzmacnia, ale
też umożliwia nam pokazanie ludziom tutaj, w jaki sposób kobiety w Trzecim
Świecie są bojowniczkami swojej własnej walki. Nie są głodującymi ofiarami,
reprezentowanymi przez organizacje charytatywne; są bardzo mądre, organizują
się, podejmują bardzo pomysłowe działania. Musimy o tym wiedzieć tutaj, w
Europie i na Zachodzie, ale ludzie, którzy to wiedzą, nie mówią o tym.
Jednak dzięki temu, że pracujemy razem, wiemy z pierwszej ręki o
osiągnięciach kobiet.
Czy macie jakichkolwiek sojuszników wśród organizacji politycznych?
Jakiego rodzaju sojusze podejmujecie czy akceptujecie?
Nina: Nie jesteśmy stowarzyszone z żadną partią. Nie uprawiamy polityki
partyjnej. Jesteśmy jednak gotowe współpracować z każdą osobą, która jest
zainteresowana wspieraniem naszych żądań, która jest zainteresowana
inwestowaniem w opiekę, a nie w zabijanie. Tak więc nie jesteśmy żadną sektą;
nie mówimy: jeśli nie jesteś tym czy tamtym, nie współpracujemy z tobą.
Znalazłyśmy wiele osób — zarówno w partiach, jak i wśród osób, które nigdy
nie miały nic wspólnego z partiami — które czują, że żądania Gobal Women’s
Strike przemawiają do nich i które chcą z nami pracować.
Oczywiście wiele z osób, które są w partiach, jest tam, ponieważ czuje, że
to jedyny sposób, w jaki mogą zdobyć władzę lub osiągnąć jakieś zmiany. Ale
większość ludzi nie należy do partii. Większość ludzi nigdy nie myślała o
zapisaniu się do partii; nie wydawało im się nigdy, żeby jakaś partia do
nich przemawiała. Nigdy nie mieli poczucia, że polityka ma z nimi cokolwiek
wspólnego. Tak więc poza partiami są bardzo duże zasoby siły, choć wcale na
to nie wygląda, ponieważ ludzie, którzy ustanawiają hierarchię i dlatego
wydają się mieć za sobą większość, to ludzie z partii. Wydaje się więc, ze
jesteś mała, a oni ogromni, podczas gdy w rzeczywistości poza tą strukturą
to oni są mali, a ty jesteś ogromna.
A czy jesteście w stanie oszacować, ile osób jest zaangażowanych w
działania Global Women’s Strike?
Nina: Trudno powiedzieć, ale kobiety w 70 krajach włączają się z
różnymi działaniami. Często jest tak, że dowiadujemy się o tym po upływie
długiego czasu. Nie masz pojęcia o tym, co się dzieje, aż naraz spotykasz
jakichś ludzi, którzy ci mówią: „A tak, wiemy o Global Women’s Strike, bo
kobiety w naszym kraju zrobiły to i tamto”.
Maggie: Na przykład w Afryce i w Indiach włączają się tysiące kobiet.
Nina: A nasze hasło, „Inwestujmy w opiekę, nie w zabijanie” naprawdę
przewędrowało świat dookoła. To niesamowite...
Zostało wykorzystane w Polsce, we Wrocławiu, podczas manifestacji 8 marca
oraz na demonstracjach antywojennych...
Nina: No właśnie. Ludzie naprawdę czują, że to hasło ich reprezentuje.
Dostałyśmy zdjęcie z Indii, z konferencji Związku Zawodowego Kobiet. Nie
wiedziałyśmy na ich temat zupełnie nic, nigdy wcześniej nie słyszałyśmy o
nich. Na zdjęciu widać transparenty w hindi i jeden po angielsku, z hasłem „Inwestujmy
w opiekę, nie w zabijanie”! Niesamowite! Zorganizowały konferencję i uznały,
że nasz temat był zdecydowanie dla nich. Myślę, że w ogóle kobiety, jak też
wielu mężczyzn, naprawdę czuje, że to dla nich. Że w tym kierunku powinna
iść gospodarka.
A jaką rolę odgrywają w waszej sieci mężczyźni?
Nina: Istnieje sieć mężczyzn o nazwie Payday [Dzień Wypłaty], która
przez wiele, wiele lat współdziałała z kampanią Wynagrodzenie za Pracę
Domową. Nie tylko wspierają nas, ale naprawdę z nami współpracują.
Utożsamiają się z perspektywą inwestowania w opiekę, a nie w zabijanie, ale
ich szczególny punkt widzenia opiera się na idei odmowy zabijania. To
mężczyźni tradycyjnie byli rekrutowani do armii i musieli wykonywać tak
zwaną „pracę zabijania”. Ale mężczyźni nie chcą wykonywać tej pracy. Chcą
też mieć innego rodzaju relacje z kobietami, chcą, aby pieniądze były
przeznaczane dla społeczności, poczynając od kobiet jako pierwszych
opiekunek, a nie na handel bronią. Społeczeństwo zmienia mężczyzn w
psychopatów, a właściwie zmienia nas wszystkich w psychopatów, jedną grupę w
stosunku do innej: biali ludzie zachowują się jak psychopaci wobec czarnych,
mężczyźni wobec kobiet. W jakiś sposób nie jesteśmy w stanie popatrzeć z
perspektywy kogoś, kto ma mniej władzy niż my. Tylko w ten sposób można
wyjaśnić pełne przemocy zachowanie mężczyzn wobec kobiet, bo przecież to nie
jest tak, że mężczyźni nie mają uczuć!
Gdy mężczyźni mówią o sobie — co często jest dla nich trudne — ich uczucia
nie różnią się od uczuć nas, kobiet. Ale często jest im bardzo trudno
zobaczyć, że jesteśmy takie, jak oni, że odczuwamy w ten sam sposób. Myślę,
że jest wielu mężczyzn, którzy nie chcą być psychopatami, którzy naprawdę
chcą innego świata i innych relacji. Mężczyzna, z którym przez wiele lat
byłam związana, powiedział: „Słuchaj, chcę wiedzieć, czy kobieta, z którą
jestem, jest ze mną dlatego, że chce być ze mną, czy dlatego, że mam więcej
pieniędzy niż ona”. I to prawda: często kobiety są z mężczyznami, ponieważ
mężczyźni mają więcej pieniędzy niż one. A byłoby dużo lepiej, gdybyśmy byli
razem dlatego, że chcemy być razem. Z pewnością wielu jest mężczyzn gotowych
budować swoją pozycję przy pomocy pieniędzy, ale istnieją również tacy,
którzy woleliby postępować inaczej. I dzięki temu świat niewątpliwie stałby
się lepszy dla nas wszystkich.
Sara: Jedną z rzeczy, które robi Payday, jest koordynowanie
uczestnictwa mężczyzn w działaniach Global Women’s Strike. Zawsze zapraszamy
mężczyzn do udziału. Zasady, które propagujemy są bardzo bliskie mężczyznom:
przeciwstawianie się wojnie, odmowa zabijania, inwestowanie w opiekę, a nie
w zabijanie...
Nina: Gdy mówimy, że kobiety wykonują dwie trzecie pracy za 5 procent
wynagrodzenia, nie znaczy to, że mężczyźni dostają pozostałe 95 procent.
Większość z tych 95 procent idzie do ponadnarodowych korporacji, do garstki
bogatych ludzi. Większość mężczyzn posiada bardzo niewiele. Ale prawdą jest,
że nawet jeśli mężczyźni są biedni, to kobiety są zawsze najbiedniejsze;
prawdą jest także, że kobiety wykonują dużo więcej pracy niż mężczyźni, bo
spada na nie większość pracy opiekuńczej. Kobiety brały na siebie i wciąż
biorą ogromne obciążenia pracą opiekuńczą. Kiedy pojechałyśmy do Afryki, na
przykład do Ugandy, byłyśmy zupełnie zszokowane tym, że kobiety robiły tam
absolutnie wszystko, podczas gdy mężczyźni nie robili nic! Wyprowadzali
zwierzęta i tyle. Kobiety i dziewczynki budowały domy, opiekowały się
dziećmi, przynosiły wodę, uprawiały pola, robiły tkaninę na ubrania — robiły
absolutnie wszystko. A kiedy przyjechali ludzie z organizacji zajmujących
się dystrybucją żywności, myślicie, że poszli do kobiet i spytali: „Czego
wam potrzeba? Jak możemy pomóc głodującej społeczności?” Nie! Poszli do
mężczyzn! To szokujące, jak zachodnie organizacje pozarządowe wzmacniają
podział władzy poprzez słuchanie mężczyzn, a nie kobiet.
Maggie: A mężczyźni wiedzą dużo mniej, bo to nie oni starali się o
to, by nakarmić wszystkich.
Nina: Gdyby udali się do kobiet, można by rozwiązać problemy, bo to
kobiety są tymi osobami, które żywią swoje społeczności. Ale mężczyźni mają
władzę — i dlatego przedstawiciele organizacji kierują się do mężczyzn.
Wszystko właśnie tak wygląda i po prostu musi zostać zmienione, od samego
dołu. Istnieje wielu mężczyzn — co jest bardzo uderzające w Wenezueli,
ponieważ kobiety tam były niezwykle widoczne podczas rewolucji — którzy
wiedzą, co zrobiły ich matki, którzy wiedzą, w jak dużym stopniu przetrwanie
mężczyzn zależy od kobiet, i którzy nie mają problemu z przyznaniem tego i
przekazaniem przywództwa kobietom. Rzecz w tym, że są osoby znajdujące się
na pozycjach władzy, które chcą je utrzymać i nie chcą uznać tego, co robią
kobiety. Ale nie jest to przypadek większości mężczyzn, zwłaszcza mężczyzn
działających oddolnie. Wiemy z doświadczenia, że wszędzie uczciwi ludzie,
którzy faktycznie próbują zmienić świat, chętnie przyznają, jak jest
naprawdę. To dzięki uznaniu tej prawdy, że w ogromnym stopniu jesteśmy
zależni od siebie nawzajem oraz dzięki temu, że próbujemy nawzajem pokazać
swoje działania, możemy współpracować jako międzynarodowa sieć.
home |